czytamyedtykiety.pl żywność

Czy zwracasz uwagę czym sprzątasz dom?

Dodano: 7 Listopada 2019 Przez: Justyna Czybier
kategoria: Kosmetyki, Recenzje

Czy zwracacie uwagę na to czym sprzątacie w domu? Jeśli nie, to zdecydowanie powinniście! Chociaż jesień i zima kojarzy nam się raczej z mniejszą ilością alergenów, to właśnie tutaj czyhają pułapki! To właśnie w tym okresie jesteśmy bardziej narażeni na niektóre z alergenów, zwłaszcza tych… obecnych w naszym domu!


W miarę jak na zewnątrz robi się chłodniej zaczynamy zamykać okna, tak chętnie przez nas otwierane żeby wpuścić świeże powietrze wiosną i chłodne powietrze po upalnym dniu w lecie, teraz zależy nam bardziej na utrzymaniu przyjemnej temperatury w mieszkaniu!

Nie jest też tajemnicą, że w wielu z nas w tym czasie odzywa się „jesieniara” dzięki której ciepły kocyk, herbatka i książka wygrywają nawet z najbardziej ekscytującą propozycją wyjścia z domu.

Ale ma to też niestety ciemną stronę – warunki, które są dla nas przyjemne w mieszkaniu są także bardzo atrakcyjne dla niektórych alergenów, co mogą odczuć przede wszystkim alergicy i osoby z wrażliwą skórą lub AZS! Do tych nieprzyjaciół należą np. pleśnie i grzyby, które szczególnie upodobały sobie ciepłe, zamknięte, wilgotne pomieszczenia – to niestety opis nie tylko opuszczonych miejsc, ale także często naszych łazienek, pralni, kuchni. Innym zagrożeniem, które szczególnie uprzykrza nam życie w trakcie chłodniejszego okresu mogą być roztocza! Te mikroskopijne pajęczaki uwielbiają przebywać w kurzu domowym, a szczelne okna i ogrzewanie szczególnie sprzyjają jego osiadaniu– czy wiesz, że największe ich stężenie znajduje się w łóżkach, materacach, dywanach i pozostałych tkaninach czy tapicerowanych meblach?

Ostatnim alergenem, który niekoniecznie musi dokuczać nam poza sezonem jesienno-zimowym jest nasz… zwierzak. Ilość alergenów zwierzęcych przy niższej cyrkulacji powietrza będzie wyższa w pomieszczeniach, ponadto wraz ze zmianą pory roku zwierzęta zmieniają sierść i tak jak my dochodzi u nich do okresowego złuszczania się naskórka, mogą też mocniej się pocić jeśli za bardzo przesadzimy z ogrzewaniem!

Niestety ale nie ma jednej, skutecznej metody na poradzenie sobie z tym problemem, najlepsze co możemy robić to… unikać alergenu. Ale jak to zrobić, skoro przebywają w naszym domu? No cóż, musimy zakasać rękawy i zabrać się za sprzątanie!

Aby było ono jednak skuteczne i pomagało na nasz problem, to wybrane środki nie mogą być przypadkowe. Chemia domowa, podobnie jak kosmetyki, które stosujemy także kryje w sobie pułapki, są nimi substancje, które mogą powodować alergię kontaktową, a niektóre z nich przyczyniają się także do większej ilości kurzu w domu (np. zeolity obecne w proszku do prania), dlatego warto zwrócić uwagę na środki czystości których będziemy używać – nie mogą być one drażniące, a idealnie jeśli będą także bezpieczne dla środowiska! Jeśli nie masz pewności czy wybrany środek taki jest to polecam Ci zwracać uwagę na… certyfikaty. Obecność certyfikatu od zaufanej jednostki certyfikującej np. Ecocert poświadcza, że producent dopiął skład na ostatni guzik pod kątem Twoje bezpieczeństwa i środowiska. Nie znajdziesz w tych produktach chloru, fosforanów, ftalanu, izotiazolinonów, donorów formaldehydu i innych drażniących substancji, unikasz też ryzyka trafienia na tzw. „green washing” czyli produktów UDAJĄCYCH naturalne i bezpieczne! Zwracam też uwagę na opakowania – jako, że nie ma wielu produktów do utrzymywania czystości w szkle, to staram się wybierać takie, które są w butelkach pochodzących z recyklingu i które nadają się do dalszego przetwarzania.

Właśnie dlatego obecnie postawiłam na sprzątanie ze środkami marki EcoClean Nordic, bo chociaż na początku obawiałam się, że nie będą tak skuteczne, to uznałam, że skoro szorowałam już dom sodą oczyszczoną to sobie poradzę 😉 na szczęście okazały się równie dobre, a nawet lepsze niż produkty które pamiętam z czasów, gdy sama nie byłam tak świadoma składów – nie straszny im kamień, osad czy tłuszcz na płycie w kuchni! Produkty są bezpieczne dla wszystkich domowników – dla dzieci od pierwszych dni życia, dorosłych, także tych z alergiami czy… astmą, a nawet zwierzaków (jako mama dwójki synów i kocich dzieci naprawdę to doceniam!). Wszystkie produkty są na bazie naturalnych substancji myjących i olejków eterycznych, które poza ładnym zapachem pełnią bardzo ważną funkcję – hamują rozwój drobnoustrojów, grzybów, a także wspomnianych wcześniej roztoczy (które szczególnie nie przepadają za olejkami z cytrusów czy eukaliptusa)!

No i ostatni temat – zapach! Oczywiście, że przyjemniej jest sprzątać jak od razu czujemy odświeżający aromat, a w ogóle idealnie jeśli pochodzi on z naturalnych olejków eterycznych, które nie tylko zapewniają nam przyjemne doznania, ale także wspomagają działanie czyszczące i przeciwdrobnoustrojowe produktu! Jeśli jednak podejrzewacie u siebie lub któregoś z domowników alergię na substancje aromatyczne to rozważcie zakup produktów bez zapachu lub z innym aromatem! U mnie, na szczęście, nic złego się nie dzieje, a zwracam na to dużą uwagę, ze względu na AZS mojego syna. Takie aromaty działają też jak swojego rodzaju aromaterapia, zapach utrzymuje się całkiem długo, ale nie jest „sztuczny” ani uciążliwy, pachnie bardziej w tle, mieszając się z zapachem w domu.

No dobra, ale jak więc skutecznie sprzątać? Osobiście najbardziej lubię metodę „grawitacyjną”, w której zaczynam od najwyższych powierzchni, a kończę na sprzątaniu podłogi. Niestety nie ma jeszcze płynów, które sprzątałyby za mnie, dlatego chcę pokazać Wam mój schemat – będzie mi miło jeśli podzielisz się swoim albo dasz mi znać jeśli przetestujesz mój i Ci się sprawdzi!

Ja do sprzątania stosuję wielorazowe rękawice i Tobie także polecam – nawet najbardziej delikatne płyny przesuszą dłonie przy dłuższym kontakcie, nie wspominając nawet o tym, że skóra nie lubi długiego moczenia. Pamiętaj też, żeby nie mieszać ściereczek pomiędzy „strefami” i wymieniać wodę w misce. O ile nic się nie stanie jeśli umyjesz łazienkę ściereczką, którą była używana w kuchni, to w drugą stronę nie radzę, podobnie jak w innych pomieszczeniach. Możesz stosować system kolorystyczny albo przygotować ściereczki z różnymi wzorami albo po prostu zapamiętać 😊

Jeśli planujesz myć okna – co polecam gorąco robić regularnie jeśli mieszkasz w okolicy z dużym zanieczyszczeniem powietrza to możesz zaplanować to jako pierwszą czynność. W tym celu przygotuj sobie miseczkę z czystą wodą, gąbkę, ściereczkę lub myjkę konopną, płyn do czyszczenia szyb z alkoholem, uniwersalny płyn czyszczący w sprayu i… stare gazety! Pamiętaj, że lepiej myć szyby w pochmurny dzień, ale unikajmy tej czynności w czasie mrozów!

Zacznij od samej góry czyli usunięcia kurzu z karnisza – zrób to na mokro za pomocą ściereczki, dzięki czemu unikniesz wzbijania się kurzu w powietrze. To też dobry moment żeby zmienić firankę – częste odświeżanie i pranie tej ozdoby jest bardzo istotne w przypadku alergii na kurz i roztocza! A skoro już mamy pod ręką drabinę to warto także umyć żyrandol i wierzch szaf i szafek

Po karniszu czas na umycie ram okiennych – najlepiej od strony wewnętrznej, a dopiero później zewnętrznej, która zwykle jest bardziej brudna, a dopiero na samym końcu sięgamy po płyn do szyb i je czyścimy. Oczywiście jeśli są bardzo brudne to często najpierw je oczyszczam przy myciu ram, a dopiero potem czyszczę płynem do szyb. Wiem, że większość z Was ma swój własny patent na szyby bez smug, ja osobiście lubię w tym celu wykorzystywać gazetę, a jeśli nie mamy w domu żadnej to sięgam po czystą i suchą ściereczkę. Na samym końcu myję parapety w tej samej kolejności co ramy – najpierw wewnętrzny, potem zewnętrzny.

Jak już skończę z oknami to przechodzę to najtrudniejszej części – półki – chociaż samo ich mycie nie jest szczególnie trudne, bo wystarczy mi do tego uniwersalny płyn czyszczący, to ściąganie wszystkich „wolnostójek” i bibelotów zajmuje trochę czasu, warto ograniczać ich ilość lub przechowywać w przeszklonej witrynce – podobna zasada tyczy się książek, które mogę jedynie odkurzać.

Na końcu odkurzam – tu polecam odkurzacz z filtrem HEPA lub nawet zainwestować w wodny – i myję podłogę. Jeśli macie mopa parowego to gorąco polecam, a jeśli nie, to warto użyć płynu do mycia podłóg, jednak co bardzo ważne – nie dawaj go więcej niż radzi producent, spowoduje to, że podłoga będzie matowa i źle umyta!

Jeśli chodzi o kuchnię i łazienkę to tu także sprawdza się metoda „od góry do dołu” z drobnymi różnicami.

W łazience najlepiej zacząć od zalania toalety płynem do toalet – wlewam go z uwzględnieniem przestrzeni pod krawędzią sedesu i daję mu czas zadziałać. Niewątpliwym plusem środków ekologicznych jest brak gryzących oparów, które kiedyś kojarzyły mi się z czystością, ale drapanie w gardle i kaszel były prawie nie do zniesienia, przez co musiałam sprzątać na raty! Zaraz potem spryskuję miejsca, gdzie zebrał się kamień płynem do czyszczenia łazienki – zwykle jest to brzeg kranu, okolice odpływu, ale także drzwi od kabiny, zwłaszcza ich dolna część. Czekając aż środek zadziała zabieram się za odkurzanie półek na mokro, tak samo jak to robię w pokojach, a jak skończę to szoruję kabinę, krany, umywalkę, ścianę koło nich, a na końcu myję deskę zaczynając od klapy (jeśli masz toaletę stojącą na nodze, to też jest moment, żeby ją umyć) i szoruję szczotką wewnątrz. Zanim przejdziecie do odkurzania i mycia podłogi warto wymienić ręczniki i sprawdzić zapasy papieru i kosmetyków codziennego użytku. Podłogę odkurzam i myję tak jak w pokoju!

W kuchni działam podobnie – nim przejdę do mycia szafek używam środka do odtłuszczania powierzchni – zwłaszcza na płycie i wokół niej – ściana, spód szafek, blat, drzwiczki od piekarnika – i zostawiam go na chwilę, podczas której mogę albo umyć naczynia w zlewie – zwłaszcza te większe jak garnki i patelnie (tu też przyda się czasem odtłuszczacz) lub nastawiam zmywarkę. Mycie zaczynam standardowo od góry – polecam przy projektowaniu kuchni zabudowę pod sufit, jeśli jesteś „szczęśliwym” posiadaczem szafek wiszących w pewnej odległości od sufitu, to raz na jakiś czas trzeba umyć ich powierzchnię, myję też okap (chyba, że spryskałam go odtłuszczaczem) i szafki – zawsze zaczynając od środka i myjąc na końcu drzwiczki oraz lodówkę z zewnątrz. Jak skończę to zabieram się za powierzchnie odtłuszczane – po kilku minutach najczęściej wystarczy przetrzeć ściereczką, żeby wszystko ładnie zeszło i na końcu odkurzam i myję podłogę!

Oczywiście nie musicie tego wszystkiego robić jednego dnia i… sami. Warto włączyć domowników do tej rutyny, a dzieci uczyć jak sprzątać na przykładzie ich własnego pokoju. Raz na jakiś czas trzeba też pamiętać o odkurzeniu materacy i wytrzepaniu poduszek oraz o częstym zmienianiu pościeli i jej prawidłowemu praniu, a w miarę możliwości także prasowaniu, zwłaszcza w miejscach gdzie znajdują się szwy.

I chociaż sprzątanie zdecydowanie nie znajduje się na mojej liście ulubionych czynności, to jednak sama widzę, że regularne porządki dają nam spokój z alergiami, które kiedyś zdarzało mi się mylić z objawami przeziębienia.

Na szczęście też dawno minęły czasy, gdy używałam produktów drogeryjnych czy szeroko reklamowanych, a pieczenie dłoni i drapanie w gardle uznawałam za znak, że produkty te działają – na własnej skórze sprawdziłam, że produkty naturalne również działają, a klucz do minimalizacji alergenów tkwi w tej zmianie, regularności i ograniczeniu tekstyliów i „kurzo-zbieraczy”.

Dobra, a nim napiszecie, że co ta Agnieszka, znów tylko jakieś produkty z internetu pokazuje, to ja jeszcze dodam dobrą wiadomość, że EcoClean Nordic kupicie w SuperPharm i Carrefourze! A że są bardzo wydajne to nie musicie jeździć po nie na chwilę – bo po posprzątaniu całego mieszkania nie zauważyłam znaczącego ubytku – zresztą, producent na etykiecie radzi, żeby prawidłowo dozować. Co więcej, przy regularnym sprzątaniu wystarczy Wam jeden główny środek i kilka pomocniczych – większość mieszkania wysprzątałam za pomocą płynu uniwersalnego. Pozostałe środki testowałam na powierzchniach, które wcześniej ciężko mi się doczyszczało – jak te z kamieniem lub tam, gdzie regularnie się zatłuszcza, ale nie zawsze regularnie ktoś się pofatyguje ze ściereczką, żeby wytrzeć 😉

A jeśli lubicie robić zakupy online to dzięki uprzejmości dystrybutora tych produktów otrzymałam dla Was kod rabatowy ze zniżką 40% na hasło „czytamyetykiety40” do wykorzystania w sklepie biobeauty.pl – hasło podaj w koszyku i ciesz się z tańszych produktów!

O Autorze

Mam na imię Justyna. Z wykształcenia jestem technologiem żywności i żywienia człowieka, jednak to w składach kosmetyków odnalazłam prawdziwą pasję do analizy i poszerzania wiedzy. Moja przygoda zaczęła się od pytań „Czy kosmetyki, których używam, mogą szkodzić mojej cerze? Jeśli tak, co dokładnie?” i trwa już ponad dwa lata. Od tego czasu regularnie zgłębiam wyniki dostępnych badań i opracowania dotyczące potencjalnie szkodliwych składników. Mieszkam we Wrocławiu, jestem kocią matką, w wolnych chwilach czytam, gram lub po prostu spędzam czas ze znajomymi.

KOMENTARZE
X

Wyszukaj swój produkt:








Przejdź do paska narzędzi