Rhode w Polsce! Marka Hailey Bieber wchodzi do Sephory
No i stało się – 30 września Rhode już oficjalnie pojawia się w polskiej Sephorze. Marka Hailey Bieber od kilku lat robi ogromne zamieszanie w internecie, głównie za sprawą bardzo charakterystycznego glow, prostych opakowań i produktów, które regularnie przewijają się na TikToku i Instagramie.
Tylko pytanie brzmi: czy za tym wszystkim faktycznie stoją dobre składy? Sprawdźmy, co znajdziemy w ofercie, które produkty zrobiły największą furorę, ile kosztują i dla jakiej skóry mogą sprawdzić się najlepiej.
Skąd w ogóle ten fenomen Rhode?
Rhode wystartowało w 2022 roku i od początku mocno trzymało się jednego kierunku: prosta pielęgnacja, dużo nawilżenia, wsparcie bariery i efekt mocno „błyszczącej”, świetlistej skóry.
To właśnie ten cały ,,glazed skin look’’ stał się znakiem rozpoznawczym marki i bardzo szybko zaczął żyć własnym życiem w social mediach.
Do tego doszedł dobrze zrobiony branding, Hailey Bieber jako twarz marki i kilka produktów, które momentalnie zrobiły się popularne.
Co znajdziemy w polskiej Sephorze?
Oferta Rhode jest już dużo większa niż na samym początku. Marka zaczynała przede wszystkim od pielęgnacji, ale z czasem weszła też mocno w makijaż.
W polskiej Sephorze pojawią się między innymi:
Glazing Milk, Peptide Glazing Fluid, Barrier Restore Cream, Barrier Butter, Glazing Mist, Peptide Lip Treatment, Pocket Blush, Pocket Bronze, Peptide Lip Shape czy Highlight Milk.
Czyli mamy tu i pielęgnację, i produkty do ust, i kremowe kosmetyki kolorowe.
Glazing Milk – jeden z największych hitów marki

To chyba jeden z tych produktów, które najmocniej kojarzą się z Rhode. Glazing Milk to mleczna esencja, którą nakłada się po oczyszczaniu skóry. Ma przede wszystkim nawilżać, wspierać barierę i dawać ten charakterystyczny efekt glow.
I tutaj skład wypada naprawdę dobrze.
Glazing Milk składowo wypada naprawdę dobrze. Oprócz kilku form kwasu hialuronowego znajdziemy tu również ceramidy, cholesterol i fitosfingozynę, czyli składniki wspierające barierę hydrolipidową skóry. To przede wszystkim produkt nawilżająco-barierowy – najlepiej sprawdzi się przy cerze suchej, odwodnionej lub potrzebującej ukojenia, a nie jako kosmetyk rozwiązujący konkretne problemy, takie jak trądzik czy przebarwienia.
Cena: 180 zł za 124 ml.
Czy warto przetestować? Tak ✅
Barrier Restore Cream – prosty krem na codzień

Tutaj mamy już klasyczny krem nawilżający.
Krem Rhode składowo wypada bardzo dobrze. Ma bogatą, ale sensownie zbudowaną bazę z gliceryną, masłem shea, skwalanem i niacynamidem, a do tego peptydy, bisabolol i kwas hialuronowy. To przede wszystkim krem nawilżająco-odżywczy i wspierający barierę skóry – szczególnie dobry dla cer suchych, odwodnionych i potrzebujących regeneracji. Czy jest tu jakaś rewolucja? Nie. Ale produkt zdecydowanie będzie spełniał swoje zadanie.
Cena: 180 zł za 50 ml.
I tutaj już trzeba powiedzieć wprost – to dość wysoka cena jak za klasyczny krem nawilżający, bo podobne składniki znajdziemy też w tańszych produktach.
Czy warto przetestować? Tutaj uważam, że nie warto ❌
Barrier Butter – coś dla bardziej suchej skóry

Barrier Butter jest już dużo bogatszą opcją.
Jest to najbardziej otulająca propozycja w tym zestawieniu. Skład opiera się na emolientach i substancjach ochronnych, ale znajdziemy tu też pantenol, bisabolol, ceramid oraz kilka składników silnie nawilżających. To dobry wybór dla skóry suchej, odwodnionej i z osłabioną barierą, która potrzebuje przede wszystkim komfortu, zmiękczenia i ograniczenia utraty wody.
Cena: 200 zł za 100 ml.
Cena jest naprawdę wysoka, ale produkt wydaje się być naprawdę wydajny.
Czy warto przetestować? Tak ✅
Peptide Glazing Fluid (serum rozświetlająco-nawilżające)

O tym produkcie nie było aż tak głośno ale…
Serum rozświetlająco-nawilżające ma prostą, dobrze zbalansowaną formułę opartą na humektantach, niacynamidzie i oleju marula. Pomaga nawilżyć, wygładzić i nadać skórze bardziej świeży, promienny wygląd, a dodatek peptydu i kwasu hialuronowego wspiera efekt miękkości i komfortu skóry
Formuła jest emolientowo-nawilżająca, więc powinna dawać efekt bardziej miękkiej, gładkiej i „glowy” skóry, bez bardzo agresywnego działania aktywnego.
Cena: 180 zł za 50ml.
Czy warto przetestować? Uważam, że nie ❌ W tej cenie jest wiele innych, lepszych serum o tym działaniu lub nawet mocniejszym.
Peptide Lip Treatment (wersja unscented, bez zapachu) – kosmetyk, który zna już chyba każdy

To chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych produktów Rhode.
Peptide Lip Treatment składowo wypada bardzo dobrze. Formuła bazuje na emolientach, masłach i woskach, które wygładzają usta, zmiękczają je i pomagają ograniczyć utratę wilgoci. W składzie znajdziemy też witaminę E, stabilną formę witaminy C, peptyd oraz masło cupuaçu i olej babassu. To przede wszystkim produkt ochronno-odżywczy, który dobrze sprawdzi się przy suchych i spierzchniętych ustach, a wersja bezzapachowa będzie dodatkowym plusem dla bardziej wrażliwej skóry.
Cena: 115 zł za 10 ml.
I tutaj już dużo płacimy również za samą markę, estetykę i popularność produktu ale…
Czy warto przetestować? Tak ✅
Caffeine Reset – modelująca maska w kremie

O tym produkcie naprawdę mało kto mówił…
Maska ma odżywczo-nawilżającą bazę ze skwalanem, gliceryną i olejem słonecznikowym, dzięki czemu dobrze zmiękcza i wygładza skórę. W składzie znajdziemy też kofeinę, witaminę E i peptyd, ale obecność składnika rozgrzewającego sprawia, że nie będzie to najlepsza opcja dla bardzo wrażliwej lub naczyniowej cery. Czy wyróżnia się czymś ,,wow’’? Nie powiedziałabym 🫤
Cena: 215 zł za 50 ml.
Czy warto? Nie ❌ Cena tutaj nie jest adekwatna do działania tej maski.
No i pod lupę weźmy też kolorówkę 💄
Pocket Blush – produkt, który podbił social media

Rhode bardzo dobrze poradziło sobie też z makijażem. Zrobił ogromną furorę głównie przez wygodną formę, kremową konsystencję i bardzo naturalny efekt na skórze. To róż w sztyfcie, który można stopniować i który nie daje mocno pudrowego wykończenia. I właśnie to dobrze wpisuje się w cały klimat marki – skóra ma wyglądać świeżo, zdrowo i lekko.
A jak skład?
Pocket Blush ma kremową, mocno emolientową bazę z masłem shea, woskami i składnikami zmiękczającymi, dzięki czemu powinien łatwo się rozprowadzać i dawać naturalne, świetliste wykończenie. W formule znajdziemy też witaminę E, stabilną formę witaminy C, peptyd oraz olej babassu i masło cupuaçu. Składowo wypada bardzo dobrze jak na produkt kolorowy, choć obecność aromatu może być minusem dla bardzo wrażliwej skóry.
Cena: 140 zł.
Do tego dochodzą też Pocket Bronze i Highlight Milk, odcieni jest naprawdę wiele co jest oczywiście na plus.
Czy warto przetestować? Tak ✅
A jak wypadają same składy Rhode?
Rhode wypada naprawdę bardzo dobrze 😁
W wielu produktach przewijają się naprawdę sensowne składniki:
ceramidy, gliceryna, kwas hialuronowy, skwalan, pantenol, beta-glukan, bisabolol, peptydy czy masła roślinne.
Czy to są składy przełomowe? Nie.
Czy są dobrze zrobione i spójne z tym, co marka obiecuje? W dużej mierze tak.
I chyba właśnie to jest największy plus Rhode – marka nie próbuje udawać, że każdy produkt rozwiązuje wszystkie problemy skóry naraz.
Dla jakiej skóry Rhode sprawdzi się najlepiej?
I tutaj chyba najłatwiej powiedzieć, że Rhode będzie bardzo fajną opcją dla skóry:
- normalnej,
- suchej,
- odwodnionej,
- lekko przesuszonej,
- potrzebującej wsparcia bariery.
Czyli dokładnie takiej, która potrzebuje przede wszystkim nawilżenia, komfortu i glow.
Nie powiedziałabym jednak, że to marka typowo dla skór mocno problematycznych.
Jeśli ktoś walczy z:
trądzikiem, dużą ilością zaskórników, silnym przetłuszczaniem czy przebarwieniami, to same produkty Rhode raczej nie wystarczą, bo marka nie jest mocno ukierunkowana na takie problemy. Tutaj widzę ją bardziej jako uzupełnienie pielęgnacji niż jej główną „terapię”.
A ceny?
Tutaj już wchodzimy zdecydowanie w wyższą półkę.
Dla przykładu:
- Peptide Lip Treatment – 115 zł
- Pocket Blush – 140 zł
- Pocket Bronze – 140 zł
- Highlight Milk – 159 zł
- Glazing Mist – 170 zł
- Glazing Milk – 180 zł
- Peptide Glazing Fluid – 180 zł
- Barrier Restore Cream – 180 zł
- Barrier Butter – 200 zł
Czy to są ceny adekwatne do składów?
W części przypadków tak, ale przy niektórych produktach spokojnie znajdziemy tańsze zamienniki o podobnym działaniu. Tutaj zdecydowanie płacimy też za markę, design, doświadczenie produktu i cały rozgłos wokół Rhode.
Czy warto zainteresować się Rhode po premierze w Polsce?
Moim zdaniem – tak, ale bez podejścia „muszę kupić wszystko”.
Rhode ma kilka naprawdę dobrze zapowiadających się produktów, szczególnie jeśli ktoś lubi prostą pielęgnację nastawioną na nawilżenie i wsparcie bariery.
Najbardziej przekonują mnie produkty takie jak Glazing Milk czy Barrier Butter, bo są spójne z tym, co obiecują i mają sensownie zbudowane składy.
Ale jeśli szukacie mocnego działania przeciwtrądzikowego, przeciw przebarwieniom czy regulującego – tutaj raczej trzeba będzie szukać gdzie indziej.
Czyli krótko: składy są dobre, popularność nie jest całkowicie bezpodstawna, ale nie każdy produkt jest wart swojej ceny tylko dlatego, że ma logo Rhode.
I właśnie dlatego premierę 30 września warto obserwować z ciekawością, ale – jak zawsze najlepiej patrzeć na to, co faktycznie siedzi w środku składu.
Kosmetyki będą dostępne tylko na stronie Sephory: https://www.sephora.pl/marki/od-a-do-z/rhode-rhode/
Sprawdź również:
