Nie wiedziałam, że jestem tak silna – Stres mnie nie złamał. On nauczył mnie siły
Od listopada zeszłego roku żyję w ciągłym stresie. To nie jest ten rodzaj stresu, który znika po weekendzie spędzonym offline albo po krótkim urlopie. To stres, który siedzi w głowie od rana do wieczora, nie pozwala zasnąć i przypomina o sobie nawet w momentach, kiedy chciałoby się po prostu cieszyć codziennością.
Powód? Firma. Decyzje, które trzeba podejmować, sprawy, które wymagają mojej uwagi, i poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za ludzi, którzy tworzą i współtworzą ze mną Czytamy Etykiety. Z jednej strony – rozwój, nowe projekty, ogromne plany. Z drugiej – formalności, przepisy, problemy, które często są poza moją kontrolą, a mimo to muszę przez nie przejść.
Na zewnątrz może to wyglądać tak: publikuję, nagrywam, rozwijam markę. Ale w środku bywa trudno. Nie chcę tego ukrywać.
Siła ludzi, którzy są obok
W takich momentach człowiek naprawdę docenia to, kto stoi obok niego. Ja mam ogromne szczęście, że nie jestem sama.
Moja rodzina i przyjaciele – zawsze obecna, cierpliwa, gotowa wysłuchać nawet wtedy, kiedy po raz setny opowiadam o tych samych sprawach, bo w mojej głowie wciąż się to kotłuje. To oni przypominają mi, że jestem nie tylko „Agnieszką od Czytamy Etykiety”, ale też mamą, żoną, kobietą, która potrzebuje ciepła i wsparcia.
Moi prawnicy – może to zabrzmi zaskakująco, ale ich rola jest nie do przecenienia. To osoby, które trzymają mnie za rękę, kiedy przepisy i procedury wydają się nie do przejścia. Wyjaśniają, tłumaczą, czasem hamują moją niecierpliwość, a czasem dodają odwagi, kiedy trzeba podjąć trudne decyzje. Dzięki nim czuję, że nawet w starciu z systemem nie jestem bezbronna. Ale są tez po prostu ludźmi – rozumieją, że to dla mnie pierwszy raz, że to nie jest dla mnie norma – mają niewyobrażalną cierpliwość i zrozumienie. Poza tym ciągle stoją na straży mojego bezpieczeństwa, prawdy i walczą w moim imieniu jak nikt inny.
Mówiąc wprost – bez nich Czytamy Etykiety by już dzisiaj nie istniało. To im zawdzięczam to, że mogę dalej realizować dla Ciebie moją misję o bardziej świadomym życiu, wyborach.
Piszę to tez dlatego, żebyś widział/-a, że każdy potrzebujący wsparcia
Ale nie mogę tez nie wymienić mojej społeczności. Nawet jeśli nie wiedzą wszystkiego, co dzieje się za kulisami, to ich wiadomości, komentarze, historie sprawiają, że czuję sens w tym, co robię. To oni są przypomnieniem, że Czytamy Etykiety to coś więcej niż marka. To wspólnota.
Moje sposoby na radzenie sobie ze stresem
Nie mam magicznych recept. Mam za to kilka rzeczy, które pomagają mi oddychać.
- Rozmowa – nic tak nie odciąża, jak wyrzucenie z siebie tego, co siedzi w środku. Czasem to rozmowa z Grześkiem, czasem z prawnikiem, a czasem sama ze sobą, w notatniku.
- Ruch – spacer i to bardzo regularnie. Staram się codziennie wyjść – po pracy, przed pracą. Nie chodzi o wynik, tylko o to, żeby ciało miało szansę wyrzucić napięcie.
- Porządkowanie – w stresie chaos narasta. Dlatego porządkuję dokumenty, zadania, nawet lodówkę. To symboliczne, ale bardzo mi pomaga.
- Planowanie aktywności rodzinnych – wyjazd na Sylwestra, ferie, plany na wolne weekendy – to daje mi ogromnego kopniaka
Paradoksalnie ten trudny czas dał mi coś ważnego. Zrozumiałam, że stres można oswoić, kiedy nie jest się w nim samotnym. Że wsparcie specjalistów, rodziny i społeczności to nie luksus, ale fundament, na którym można się oprzeć.
I że im trudniej jest na zewnątrz, tym mocniej czuję więź z tym, co buduję od lat. Czytamy Etykiety nie jest dla mnie tylko projektem czy firmą. To przestrzeń, która daje sens, która motywuje mnie, żeby się nie poddawać. To powód, żeby wstać rano i działać, nawet jeśli wszystko inne podpowiada, że łatwiej byłoby się wycofać.
Dziś czuję, że to doświadczenie – choć trudne – jeszcze bardziej mnie związało z tym, co robię. Wzmocniło moje zaangażowanie i przypomniało mi, dlaczego zaczęłam. Bo chodzi o coś więcej niż o mnie. Chodzi o ludzi, którzy dzięki Czytamy Etykiety podejmują lepsze decyzje dla siebie i swoich rodzin.
Nie wiem, ile jeszcze potrwa ten czas intensywnego stresu. Ale wiem, że nie jestem w nim sama. I że mam w sobie więcej siły, niż kiedykolwiek myślałam.
A może to właśnie jest największa lekcja – że nawet w najtrudniejszym momencie można odkryć nowe źródło energii i sensu.
👉 A Ty? Masz swoje sposoby na stres, który trwa tygodniami albo miesiącami? Podziel się nimi – może ktoś inny znajdzie w tym małą pomoc, tak jak ja znajduję ją w rozmowie, w ruchu czy w Waszych wiadomościach.
