Jak chronić polski rynek przed tandetą z zagranicy? Kosmetyki pod lupą
Blisko 700 osób – urzędnicy, inspektorzy i producenci kosmetyków – spotkali się na “Okrągłym Stole Nadzór – Przemysł”, żeby rozwiązać palący problem: jak egzekwować prawo wobec wszystkich równo, gdy tania tandeta z zagranicy zalewa polski rynek, a uczciwi producenci płacą za certyfikaty i badania? Spotkanie pokazało, że problem jest poważny, ale jest też wola współpracy. Sprawdzamy, o co chodzi i dlaczego to dotyczy każdego, kto kupuje kosmetyki.
O co chodzi? Równe warunki konkurencji na rynku kosmetyków
Wyobraź sobie taką sytuację: polska firma produkuje krem do twarzy. Musi przejść certyfikację, zbadać produkt w laboratorium, przygotować dokumentację bezpieczeństwa, prawidłowo oznaczyć opakowanie, zgłosić produkt do europejskiej bazy CPNP. To kosztuje – czasem dziesiątki tysięcy złotych na jeden produkt.
Teraz wyobraź sobie, że obok na półce (albo częściej – w internecie) pojawia się krem z Chin czy innego kraju spoza UE. Sprzedawany za połowę ceny. Bez certyfikatów, bez badań, często bez prawidłowego oznakowania. Teoretycznie nielegalne, praktycznie – nikt tego nie kontroluje, bo towar przychodzi małymi paczkami bezpośrednio do konsumenta.
Polski producent płaci, przestrzega zasad, ponosi koszty. Sprzedawca z AliExpress czy Temu? Omija system. I tu pojawia się pytanie: jak zapewnić równe warunki konkurencji?
Co powiedział rząd? “Największe wyzwanie to napływ produktów spoza UE”
Michał Jaros, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, otwarcie przyznał: “Najpoważniejszym wyzwaniem dla uczciwej konkurencji staje się dziś napływ produktów spoza Unii Europejskiej – wprowadzanych na rynek za pośrednictwem sprzedaży internetowej. W rezultacie europejscy producenci – którzy ponoszą wysokie koszty zgodności z regulacjami – konkurują z podmiotami funkcjonującymi poza tym reżimem.”
To kluczowe stwierdzenie. Rząd rozumie problem i mówi wprost: europejscy (w tym polscy) producenci są w nierównej walce. Muszą spełniać wysokie standardy bezpieczeństwa i jakości, podczas gdy produkty spoza UE często te standardy omijają.
Ministerstwo zapowiedziało też lepszą współpracę z Głównym Inspektoratem Sanitarnym, żeby wypracować regulacje, które chronią zdrowie konsumentów, ale jednocześnie nie duszą przedsiębiorczości. To balansowanie jest trudne – zbyt mało regulacji i mamy niebezpieczne produkty na rynku, zbyt dużo i polskie firmy nie wytrzymują konkurencji kosztowej.
Co mówi branża? “Potrzebujemy państwa, które chroni konsumentów I producentów”. Chce skutecznych kontroli, które wyeliminują nieuczciwych graczy. Bo problem nie jest w tym, że są regulacje – problem jest w tym, że nie wszyscy muszą ich przestrzegać.
Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego zrzesza ponad 270 firm – od startupów po międzynarodowe korporacje. Reprezentują one firmy, które grają uczciwie, płacą za certyfikaty, badania i zgodność z prawem. I właśnie one najbardziej cierpią na nieuczciwej konkurencji.
“Potrzebne jest państwo, które ochroni polskich konsumentów, ale również ochroni polskich producentów” – to zdanie podsumowuje problem. Konsument potrzebuje ochrony przed niebezpiecznymi produktami. Producent potrzebuje ochrony przed nieuczciwą konkurencją.
O czym rozmawiano?
Spotkanie nie było teoretyczną konferencją. Rozmawiano o konkretnych problemach, z którymi borykają się inspektorzy i producenci na co dzień:
Oznakowanie małych produktów – jak umieścić wszystkie wymagane informacje na miniaturce szminki czy cieniach do powiek? Regulacje wymagają sporo danych, ale fizycznie nie ma miejsca na opakowanie wielkości paznokcia.
Produkty profesjonalne – kosmetyki dla fryzjerów, kosmetyczek czy wizażystów mają inne wymagania niż produkty konsumenckie. Jak je właściwie oznaczać i kontrolować?
Produkty “z pogranicza” – czy to kosmetyk, czy może suplement? Czy to wyrób medyczny? Granice między kategoriami bywają nieostre, a to komplikuje kontrole.
Kontrole online – jak kontrolować kosmetyki sprzedawane przez internet, często bezpośrednio z zagranicy? Klasyczne kontrole w sklepach stacjonarnych to za mało.
Kontrole celne – jak skutecznie wyłapywać nielegalne produkty na granicach UE, gdy przychodzą tysiącami małych paczek?
Tajemnica przedsiębiorstwa – jak chronić receptury i dane producentów podczas kontroli, żeby nie wyciekły do konkurencji?
To wszystko realne wyzwania, które wymagają wspólnego wypracowania rozwiązań przez administrację i branżę.
Premiera przewodnika oznaczania opakowań
Podczas spotkania Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego zaprezentował nowy przewodnik “Oznakowanie kosmetyków kolorowych – małe opakowania”. To efekt kilkunastu miesięcy pracy z udziałem przedsiębiorców, inspektorów i ekspertów.
Problem jest prosty do zrozumienia: masz szminkę wielkości długopisu. Musisz na niej umieścić nazwę produktu, nazwę i adres producenta, zawartość netto, datę minimalnej trwałości, instrukcję użycia, ostrzeżenia, listę składników w kolejności malejącej… Fizycznie się nie mieści.
Przed przygotowaniem przewodnika Związek przeprowadził badanie konsumenckie, żeby sprawdzić, jak użytkownicy rozumieją oznaczenia małych kosmetyków. Pozyskano też opinie safety assessorów (osób oceniających bezpieczeństwo kosmetyków) i opinie prawne. Dopiero potem wypracowano spójną interpretację przepisów, która jest zasadna z punktu widzenia konsumenta i producenta.
Przewodnik będzie dostępny za darmo dla wszystkich – producentów, dystrybutorów i inspektorów. To inicjatywa stworzona dla całego sektora, nie tylko dla członków Związku.
Dlaczego to jest ważne dla Ciebie jako konsumenta?
Możesz pomyśleć – “no dobrze, ale co mnie to obchodzi? To problemy producentów i urzędników”. Otóż bardzo Cię to obchodzi.
Po pierwsze – bezpieczeństwo. Kosmetyki, które omijają system kontroli, mogą zawierać niebezpieczne substancje. Parabeny w zbyt wysokim stężeniu, metale ciężkie, alergeny nie wymienione na etykiecie, substancje zakazane w UE. Jeśli produkt nie przeszedł oceny bezpieczeństwa, nie wiesz, co nakładasz na skórę.
Po drugie – jakość. Produkty, które omijają regulacje, często są po prostu kiepskiej jakości. Kremy, które rozwarstwiają się po miesiącu, szminki pełne talku zamiast pigmentów, tusze do rzęs, które sypią się już przy pierwszym użyciu.
Po trzecie – prawo do informacji. Jeśli opakowanie nie ma prawidłowego oznaczenia, nie wiesz, co kupujesz. Nie znasz składu, nie wiesz, kto jest producentem, nie masz do kogo się zwrócić w razie problemu.
Po czwarte – wspieranie uczciwych firm. Gdy kupujesz tani krem z nieznanego źródła, wspierasz system, który omija regulacje i psuje rynek uczciwym producentom. A to ci uczciwi producenci tworzą miejsca pracy w Polsce, płacą podatki, inwestują w badania i rozwój.
Model współpracy powinien funkcjonować we wszystkich branżach. Zamiast administracja kontra biznes, mamy administrację i biznes razem szukające rozwiązań. Zamiast teorii i przepisów pisanych bez konsultacji z praktykami, mamy dialog oparty na faktach i realnych wyzwaniach.
Problem nieuczciwej konkurencji ze strony produktów spoza UE jest realny i poważny. Nie rozwiąże się sam. Potrzebne są skuteczne kontrole graniczne, lepsze narzędzia do kontroli sprzedaży online, spójna interpretacja przepisów przez wszystkie inspekcje w całej Polsce.
Ale równie ważne jest, żeby regulacje były proporcjonalne. Zbyt restrykcyjne prawo zabije polskie firmy, podczas gdy nieuczciwi gracze i tak je ominą. Potrzeba balansu – ochrony konsumenta bez duszenia przedsiębiorczości.
Fakt, że blisko 700 osób pojawiło się na takim spotkaniu, pokazuje skalę zainteresowania i powagę problemu. Dobrze, że o tym rozmawiają. Teraz czas na konkretne działania.
A Ty? Zwracasz uwagę, skąd kupujesz kosmetyki? Sprawdzasz, czy produkt ma prawidłowe oznaczenie i czy pochodzi z legalnego źródła? Podziel się w komentarzu!
Czytaj także:
∙ Rossmann łączy self-care z realnym wsparciem – akcja “Powiedz sobie: Kocham Cię”
∙ OnlyBio startuje z akcją “Nieidealne, ale znakomite”
∙ Płyn do płukania jamy ustnej – ranking najlepszych produktów 2026
