Szóstka z Southampton, czyli szkodliwe barwniki

Kategoria: Dodatki do żywności , Jak czytać etykiety


Nie jest tajemnicą, że wybierając produkty spożywcze, bardzo patrzymy na jego wygląd – to jest pierwszy „etap” oceny, ponieważ zapachu i smaku nie czujemy od razu (chyba, że dobrze znamy dany produkt). Dzięki barwie wyobrażamy sobie jego ewentualny smak, zapach albo stopień świeżości. Często słusznie! Pod warunkiem, że jest to produkt naturalny, a nie sztucznie barwiony. A że jesteśmy tylko ludźmi (a ludzie lubią to, co ładne i kolorowe), to zapotrzebowanie na wizualne „poprawianie” żywności jest raczej spore… Przynajmniej tak wydaje się wielu producentom (lub też nieświadomym konsumentom).


Nie mamy absolutnie nic przeciwko barwnikom naturalnym, np. betaninie, kurkumie, antocyjanom, flawonoidom czy karotenoidom – ich dodawanie jest oczywiście zupełnie nieszkodliwe, a substancje te wręcz pozytywnie wpływają na zdrowie. Gorzej, jeśli producenci na prawo i lewo dodają barwniki syntetyczne… Jest ich cała masa, dziś skupimy się na sześciu – najbardziej szkodliwych. 

BARWIENIE ŻYWNOŚCI KIEDYŚ I DZIŚ

Ludzie od zawsze zmieniali wygląd żywności i szukali przeróżnych sposobów, aby nadać im odpowiednią barwę. W Rzymie jadano biały chleb z mąki bielonej ałunem, do wina też dodawano barwników. W Egipcie jako żółtego barwnika żywności używano szafranu. Powstawały one w sposób naturalny, np. z roślin lub tkanek zwierzęcych – bo kto by tam kiedyś bawił się w syntezę chemiczną 🙂 „nieco” później (XVIII-IX wiek) przyszła era barwienia żywności chemią – siarczanem miedzi barwiono na zielono przetwory z ogórków, a do sera dodawano ołów bądź siarczek rtęci, aby nadać mu czerwony odcień. Dobrze, że prawo zaczęło tego zabraniać… Era barwników syntetycznych zaczęła się w 1856 roku, kiedy wynaleziono morweinę – purpurowy barwnik. Zaletą syntetycznych barwników była oczywiście niższa cena, bardziej intensywny kolor, możliwości kontroli ilości spożywanej przez konsumentów. Niższa cena sprzyjała większej dostępności i rozpowszechnianiu – dzięki temu poruszany był coraz częściej temat bezpieczeństwa dodatków do żywności. Obecnie w naszym kraju dozwolone jest używanie przez producentów 42 barwników. Rozporządzenie obejmuje także informacje na temat granicznych ilości zależnie kategorii żywności – tak, by ilość substancji dodatkowych, jaka znajduje się w pojedynczym produkcie, nie była szkodliwa dla naszego zdrowia.

SZKODLIWA SZÓSTKA Z SOUTHAMPTON

  „Szóstka z Southampton” nie jest może tak bardzo znana, jak kultowa „Czwórka z Liverpoolu”, czyli zespół The Beatles, ale i tak warto się z nią zapoznać 🙂 jest to sześć syntetycznych barwników, które uznane zostały za substancje, które  mogą negatywnie wpływać na zdrowie i rozwój dzieci. Przede wszystkim mogą mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie ich uwagi – nadpobudliwość, niemożność koncentracji, ale też powodować alergie. Badania te zostały przeprowadzone na Uniwersytecie w Southampton w 2007 roku. Warto wspomnieć, że substancje te same w sobie w małej ilości nie są szkodliwe i można je dodawać do żywności, ale w połączeniu z benzoesanem sodu (E 211), baaardzo często dodawanym do produktów, powodują właśnie powyższe objawy. Efektem było umieszczenie na produktach zawierających poniższe barwniki formułki: może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie u dzieci”. Jakie to barwniki?

  • E 110 żółcień pomarańczowa
  • E 104 żółcień chinolinowa
  • E 122 azorubina/karmoizyna
  • E 129 czerwień allura
  • E 102 tartrazyna
  • E 124 pąs 4R (czerwień koszenilowa)

Takich właśnie składników należy unikać, kupując swoim dzieciom (z resztą sobie też!) słodkości czy napoje. W czym mogą się znajdować? W galaretkach, cukierkach, syropach, napojach, sztucznych miodach, ciastach w proszku,  marmoladach… Sądzę, że znalazłoby się tego jeszcze trochę. Dlatego też zwracajcie uwagę na to, co wybieracie w sklepie! Czytajcie etykiety, bo produkty spożywcze niestety są bardzo nafaszerowane chemią. I o ile dodatki konserwantów, tj. na przykład azotyny w wędlinach są w jakiś sposób uzasadnione, o tyle tylko chęć „zwabienia” klienta przez dodatek barwników nie specjalnie uzasadnia fakt ich stosowania…

  Nawet ciekawym rozwiązaniem jest zakup słodyczy z certyfikatem ekologicznym – ich zakup daje pewność, że nie zawierają one żadnych substancji szkodliwych dla zdrowia naszych maluchów. Oczywiście, jest to spory wydatek pod względem finansowym… Ale to też dobrze, bo dziecku kupimy mniej słodyczy 🙂

AUTOR

Agnieszka W.

Agnieszka Wałęka - magister inżynier technologii żywności i żywienia człowieka, a także trener personalny i nauczyciel matematyki. Miłośniczka masła orzechowego, wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej, zdrowego odżywiania, ciekawostek dietetycznych i "strażniczka" sklepowych etykiet - zawsze wie, co w trawie piszczy i żaden produkt nie ma przed nią tajemnic :)


Strona internetowa: http://www.katsuumi.pl

Brak komentarzy
Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W trosce o Twoje zdrowie

Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z polityką plików cookies.